wtorek, 7 maja 2013

[102] Teczka: lzy-niewiernego

     Idariale siorbnęła, pociągając ostatnie krople soku wieloowocowego z fioletowego kartonika, po czym wepchnęła rurkę do środka, mając przy tym dziecięcy ubaw. Zasiadała właśnie do kolejnego wyroku, ciesząc się, iż wreszcie zacznie upragnioną sprawę. Więzień przyzywał ją już od dłuższego czasu, a ona zgrzytała zębami, że ma przed sobą jeszcze kilkoro innych. Doczekała się.

     Oskarżająca: Idariale
     Oskarżona: Deneve [lzy-niewiernego]

     Pobieżny ogląd więźnia

     Niewierny! Pierwsze skojarzenie: Assassin's Creed, jedna z najwspanialszych gier - przynajmniej ja tak uważam. Adres przywodzi mi na myśl momenty, kiedy uciekałam Altairem po Jerozolimie czy Damaszku przed żołnierzami, krzyczącymi za mną "Niewierny!". Tym razem jednak nie sądzę, abym miała do czynienia z ff AC, więc spojrzę na adres zupełnie na czysto. Polski, szkoda tylko, że nie dało się uniknąć typowo polskich znaków. Niemniej jednak, nawet i bez tego da się przeczytać. Łzy Niewiernego nie brzmi szczególnie optymistycznie, ale za to zachęcająco, wpada w ucho - czy raczej w oczy w tym przypadku - i jest łatwy do zapamiętania.
     "Wolę raczej umrzeć, niż wypalać się powoli..." - czy to nie słowa Kurta Cobaina? Jestem niemalże stuprocentowo pewna, że tak. Tekst nie został jednak opatrzony cudzysłowem, a autora brak, więc zagłębiam się w odmęty bloga w poszukiwaniu informacji. Cóż, niestety niczego nie znalazłam, ale sprawdziłam cytaty Cobaina - "Lepiej spłonąć, niż się wypalić". No dobrze, może to jednak nie to, chociaż dałabym sobie rękę uciąć, że słowa te wypowiedział niedługo przed śmiercią. W każdym razie tekst mnie urzekł.
     10/10

     Ubiór więźnia

     Obrazek z poprzedniego szablonu bardziej przypadł mi do gustu, aczkolwiek ten jest maksymalnie dopracowany, co zdecydowanie działa na jego korzyść. Tak wodzę wzrokiem po stronie, usilnie szukając czegoś, do czego mogłabym się przyczepić. Zgrzytam zębami, bo chyba niczego takiego nie widzę.
     Ale zaraz, JEST! Uff, co za nieopisana ulga. Bałagan w kolumnie. Zbyt dużo tekstu, niepotrzebnie wyłożone na wierzch odnośniki do ocenialni i Obserwatorzy. Opis Twojej osoby mógłby zostać wyrzucony do jakiejś zakładki, linki ocenialni do "W drodze", tam gdzie wszystkie. Z początku bałam się, że nie umieściłaś odnośnika do Fair Gaola, ale odnalazłam go jakoś w tym bałaganie. Ramki z obserwatorami nie musisz mieć na wierzchu. Każdy może dodać Twój blog na swoją listę czytelniczą (znajduje się na każdym profilu bloggera, tuż pod listą posiadanych blogów). Niewiele osób o tym wie, a szkoda, bo taka ramka wygląda nieestetycznie, kiedy jest zapchana avatarami.
     Pochwalam menu, dobrałaś schludne efekty, zarówno dla zakładek odwiedzonych, jak i tych jeszcze nietkniętych. Uśmiecham się na jego widok. Trochę mało kolorów na tym szablonie, ale może stonowane barwy mają wprowadzać taki, a nie inny klimat. Czcionka, jak dla mnie, nieco za duża. Dałabym typowy Times New Roman czternastkę. Tekst wyjustowany, akapity równe - pochwalam szczególnie to drugie. Hm, nie rozumiem ostatniej mody na ustawianie ogromnych tytułów rozdziałów, ale niech będzie. Różnica nie jest przerażająca, jak na niektórych blogach. Stopkę posta warto wyśrodkować albo wyrównać do lewej, bo wyjustowana strasznie się rozłazi. I usuń przyciski udostępniania, chyba że bardzo Ci na nich zależy.
     Przy obrazku zastosowałaś jedną z moich ulubionych czcionek, aczkolwiek najeżdżają trochę na nią poboczne informacje, a przecież między nimi a ramką bloga jest jeszcze trochę miejsca. Przesuń za pomocą kodu CSS: .column-right-inner {margin: 0px 0px 0px 0px;} - wartości odpowiadają następującym krawędziom: góra, prawo, dół, lewo. Wpisując wartość ujemną, oszukujesz szerokość kolumn ustanowioną w "Dopasuj ustawienia szerokości". Innymi słowy, masz wywalone na ograniczenia Blogspota i robisz z kolumną, co Ci się podoba.
     Czytelnie, czysto. Tylko ten lekki zamęt w prawej kolumnie. Szablon jest Twojego autorstwa, co bardzo plusuje i uwydatnia atrakcyjność bloga.
     7,5/10

     Przesłuchanie

     Posiadasz tylko sześć rozdziałów, więc omówię je z osobna. Przy dużej liczbie robię to blokowo.

     Rozdział I - Dairen
     Wiele osób polecało mi Twoje opowiadanie i już teraz dostrzegam, że słusznie. Chociaż w pierwszej połowie rozdziału wiecznie pojawiały się zaimki, to całość pod względem składni wypadła całkiem dobrze. Podoba mi się bezpośredniość, gwałtowność, brutalność, jakimi naszpikowałaś fabułę - już widzę, że opowiadanie utrafi w moje gusta. Od razu przedstawiasz bezwzględny świat pełen tajemnic, a mnie ciekawość wręcz zżera od środka. Och, mam tyle pytań... Nie bardzo jednak zrozumiałam pierwszą scenę, wydała mi się taka... wyrwana z kontekstu. Pomysł na surową szkołę przywiódł mi na myśl konwencje, jakie prezentowała pani Trudi Canavan, choć nie do końca. W tym klimacie w każdym razie. Varren mnie fascynuje i chyba nic w tym dziwnego - przyjrzałam się pojedynczym komentarzom i dostrzegłam, iż większość czytelników się za nim wścieka. Zapowiada się na bardzo dobrą i mocną postać. Ogólnie całość jest mocno zarysowana, jak na początek, ale to nie źle.

     Rozdział II - Mizerykordia
   Cóż, ciężko nazwać "nie radzeniem sobie" trudność w uniesieniu miecza, więc stwierdzam, że Averyn nieco dramatyzuje. Wiesz - szczerze wątpię, aby nawet dorosły mężczyzna biegnący tyłem byłby w stanie wyprzedzić młodą dziewczynę. Biegłaś kiedyś tyłem? W takim razie gratuluję, ponieważ budowa anatomiczna ludzkiego ciała nie daje takiej możliwości. Tyłem można jedynie poruszać się w sposób, który przypomina połączenie truchtu i podskakiwania. Jakbyś przeoczyła ten fakt - nasze kolana zginają się tylko w jedną stronę, a kroki w "biegu tyłem" są znacznie mniejsze od normalnych. Gdyby były takie same, człowiek nie utrzymałby równowagi. Zaraz... dziewczyna potknęła się i upadła na ziemię. Jakim cudem uderzyła plecami o ścianę, która była przed nią? Zrobiła przewrót w powietrzu czy... biegła tyłem? Tak czy owak, wybicie się z takiej prędkości i zderzenie ze ścianą skończyłoby się przynajmniej kilkoma złamanymi żebrami lub biodrem. Biorąc pod uwagę również fakt, że była krucha i słaba, nieprawdaż? Sądzę, że o "zwiewności" noży do rzucania nie decyduje ich konstrukcja, a nawiert wypełniony rtęcią - dokładniej: jego długość.

     Rozdział III - Fotografia
   Czemu używasz słowa "patrzała", skoro wszędzie indziej pisałaś "patrzyła"? Rozumiem, że może miała być to swego rodzaju stylizacja, ale czy w takim razie wyraz nie powinien figurować w całym tekście? Hm, chyba dobrze nie zrozumiałam sceny z Derenem - wisiał nad nią, czyli twarzą równolegle do podłogi. Wycelowała lufą w skroń mężczyzny, a gdy strzeliła, krwawy ślad pozostał na suficie? Skroń mamy przecież z boku. "Nadal siedział na sofie, jedną rękę ułożył na oparciu, a w jej dłoni trzymał butelkę z wódką." - przez chwilę zastanawiałam się, czy chodzi o dłoń Averyn. Zdanie nie brzmi najlepiej. Rozdział przeczytałam bardzo szybko i jestem pod wrażeniem. Nie tylko świat, ale także powoli rozwijająca się fabuła i kreacje bohaterów coraz pewniej podbijają moje serce. Mam cichą nadzieję, że kolejny rozdział będzie tak samo ekscytujący jak ten. Bez chwili zwłoki zabieram się za czytanie dalszego ciągu! Po przeczytaniu ostatniego zdania "Fotografii" zdałam sobie sprawę, że uśmiecham się półgębkiem do monitora, a kiedy któryś z domowników próbował odwrócić moją uwagę od lektury, warczałam. Pomysł na opowiadanie mnie oczarował i mówię to otwarcie - chociaż zwykle strasznie wybrzydzam.

     Rozdział IV - Dług
   Przeczytanie dwóch rozdziałów za jednym ciosem było zdecydowanie jedną z moich najlepszych decyzji dzisiejszego dnia. Napięcie wzrasta z każdą sceną, a ja mam ochotę Cię zamordować  że tak rzadko dodajesz rozdziały. Jednak, jeśli rzeczywiście to uczynię, to już nigdy nie przeczytam dalszego ciągu. Cóż mi więc pozostaje? Będę zgrzytała zębami, ale cierpliwie czekała na ciąg dalszy. Grr. Wciąż jestem spragniona informacji. "Miałem dług u twoich rodziców" mi nie wystarcza. Przypuszczam, że zaraz popędzę czytać kolejny rozdział. Averyn staje się z każdym dniem bardziej pewna siebie i zadziorna, a wszystko przez świadomość  że jej śmierć będzie dla Varrena bardzo niewygodna. Tłumisz gdzieś jednak to poczucie władzy, nie pozwalasz, żeby owładnęło dziewczyną. To z kolei budzi napięcie, ale i podsyca płomienie ciekawości. Czy dziewczyna w końcu wybuchnie? Zakładam również, że ta niekontrolowana moc jest efektem ubocznym złego wszczepienia? Tak to zrozumiałam, chociaż jeszcze nie wyjaśniłaś tego wprost. No i... coś słabe te zabezpieczenia Varrena, skoro dziewczyna tak łatwo je ominęła... Może nie bał się wykrycia tak bardzo, że zapomniał o nadmiernej ostrożności? A co do tego, że Averyn nie chciała przestać używać magii, mam pewne podejrzenie - przypuszczam, że podświadomie chciała mieć poczucie pewnej potęgi (że nie jest słabeuszem, jak wszyscy o niej mówili). Choć mogę się mylić.

     Rozdział V - Maska
     Wkradła Ci się tu literówka: "Mieszkanie Eremtaria wyglądało wręcz dziwnie normalnie." - powinno być Eremtaira. O, a to ciekawostka. Kurczę, oddać Ci muszę, że całkiem nieźle zamaskowałaś prawdziwe oblicze Kairna. Właściwie, cholera, wciąż mnie czymś zaskakujesz. To jest - rzecz jasna - ogromny plus, jednak... Tak, z zaskoczenia nie umiem się wypowiedzieć. Tak dobrze Kairn odgrywał swoją rolę bojącego się podwładnego, że nawet do głowy mi nie przyszła możliwość jakiegoś mocniejszego powiązania pomiędzy nim a Varrenem! Aczkolwiek, jeśli chodzi o scenę z kamieniami, kilka akapitów wcześniej przewidziałam, że Averyn ciśnie jednym z nich w swojego przełożonego. Cóż, nie wszystko musi być tajemnicą, a szczerze mówiąc, nawet się cieszę, że coś wreszcie przewidziałam. Te ciągłe tajemnice i dość nieoczekiwane zwroty akcji wpędzały mnie w markotność, kiedy każde wydarzenie mnie zaskakiwało. Hm, czyżby Averyn zaczęła imponować Varrenowi? Tym razem tak naprawdę, pomijając sztuczki z szybkością i leczeniem. Cały czas huczy mi w głowie "On nie lubi ostrych babek".
     Idariale, tylko spokojnie, oddychaj. Och, jesteś doprawdy paskudna! Chyba skończę tę ocenę dzisiaj, chociaż od ciągłego siedzenia przed komputerem prawie wypływają mi gałki oczne. Nie cierpię, kiedy to robisz - tak urywać rozdział! Szlag by to. Wiesz, co jest naprawdę denerwujące w Twoim opowiadaniu? Że nie pozwala na zakończenie lektury, kiedy człowiek tego potrzebuje.

     Rozdział VI - Ktoś jeszcze
   Hm, ciekawy obrót spraw. Końcówka, w porównaniu z poprzednimi rozdziałami, łagodna i spokojna. Nie było napięcia nie do zniesienia ani przewijania tekstu z zapartym tchem, jednak cieszę się, że w tym rozdziale zwolniłaś tempa. Dajesz chwilę na oddech, chociaż przeczuwam, że kolejny post znów będzie przypominał galopującego konia. Nie podobała mi się jedna rzecz - Averyn utraciła ostatnie resztki wahania, niepewności... Jak na mój gust, trochę za szybko. Nikt nie zmienia się przecież całkowicie z dnia na dzień. Śmiem również twierdzić, że dziewczyna miała ów strach mocno zakorzeniony w swoim umyśle. Varren chyba dał jej zbytnią swobodę, może powinien jeszcze raz podjąć próby zdominowania? Kiedy się go nie boi, odnoszę wrażenie, że jest słabszy, niż był wcześniej. Podczas, gdy wszyscy inni mówią o jego potędze, mocy. Niech jej w końcu użyje, bo w tym aspekcie trochę brakuje mu wiarygodności. Napomknęłaś o magii umysłu - proszę, pokaż nam, jak nią włada. To byłaby bardzo ciekawa scena.


Podsumowanie

     Ogólnie opowiadanie wywiera na mnie bardzo dobre wrażenie, pomimo kilku drobnych nielogiczności - nie są to jednak rzeczy zbytnio wpływające na fabułę. Wszystkie wypisałam podczas omawiania rozdziałów. Jeśli chodzi o tematykę, dopiero przekonuję się do tak zaostrzonego Urban Fantasy, gdzie magia jest ukazywana w pełnej okazałości, a mimo to występują cuda techniki. Muszę więc powiedzieć, że Łzy Niewiernego skutecznie przekonały mnie do tego typu tworów.
     Za wykreowanie świata należą Ci się naprawdę ogromne brawa, Deneve. Wszystko, co w nim umieściłaś, przyciąga mnie i hipnotyzuje. Mogłam sobie z łatwością wyobrazić każdy element i... poczuć go, jakbym na co dzień nie żyła pod osłoną naszej szarej rzeczywistości. Dopracowałaś najmniejsze szczegóły i stopniowo ukazujesz je czytelnikom. Najlepszym przykładem będzie tutaj sama Akademia - jej idea, działanie. Z pewnością oryginalny pomysł i genialnie ucieleśniony. Dodatkowym plusem jest sam fakt, iż nie umieściłaś akcji w konkretnym znanym nam miejscu, tylko przeniosłaś czytelnika w nową sferę. Wiem, że tworzenie świata to jednocześnie wspaniała zabawa, jak i ciężka praca - tym bardziej jestem zadowolona z efektu. Świat z pewnością nie należy to łatwych i nazbyt gościnnych, co stawia przed Tobą kolejne ważne zadanie - przystosować do niego bohaterów. U Ciebie oba te elementy sprawiają wrażenie całości, jakby były puzzlami - idealnie do siebie dopasowanymi. Postacie znają realia, wiedzą co mogą, co nie, czego nie powinni, a jak muszą się zachować, jak muszą postąpić. Brutalność i surowość Akademii zmusza bohaterów do niemałego wysiłku, aby przetrwać. To z kolei budzi niepokój i nieustające napięcie.
     Skoro już o figurach grających mowa. Pierwszą i najważniejszą cechą - a także najbardziej wartościową - jest ich wyrazistość. Od bardzo dawna nie spotkałam opowiadania blogowego, gdzie postacie byłyby tak mocno nakreślone, tak ludzkie... Czytając o którejkolwiek z nich, czułam, co ona czuła, widziałam, co ona widziała, rozumiałam, znałam jej punkt widzenia. Potrafiłam wszystko dokładnie sobie wyobrazić. Choc może różnorodność charakterów nie była aż tak rozbieżna (mówię o członkach Akademii), wiedziałam, iż jest to celowy zabieg. Odniosłam wrażenie, że Ci wszyscy ludzie zmienili się, gdy wstąpili do Akademii, a ich obecny charakter jest jak strup - szczelnie pokrywa prawdziwą skórę. Odczuwałam, że każdy z nich ma gdzieś w głębi siebie cząstkę dawnego Ja, która została dobitnie ukryta, by bohater dostosował się do nowych warunków. Czuć, że Twoi bohaterowie mają dusze, są prawdziwi, a to ostatnimi czasy także rzadko spotykana cecha. Tylko kilka zastrzeżeń, o których już pokrótce wspomniałam: Averyn - w ostatnich rozdziałach jej wewnętrzna przemiana zachodzi odrobinę za szybko, zmniejszyłabym trochę tempo. Może postaw ją w naprawdę wstrząsającej sytuacji i pokaż, jak się zachowa - czy nadal będzie taka harda? Człowiekowi tak naprawdę ciężko się od razu przestawić, chyba że spotka go coś przełomowego. W życiu Averyn zdarzyło się zabójstwo, ale jak sama napisałaś, nie wprowadziło żadnych gwałtownych zmian w jej psychice. Może to błąd? Morderstwo zawsze zostawia po sobie jakieś piętno, chociażby odcisk. Varren - jest wiarygodny, ale niestety trochę na tej wiarygodności traci, kiedy wszyscy przed nim drżą, a tylko jedna biedna, mała Averyn nie. Nie zepsuj tego, proszę.
     Fabuła naszpikowana jest tajemnicami i spiskami. Podoba mi się, że sekretów nie wyjaśniasz ani od razu w całości, ani też po kawałeczku. Fabuła płynie własnym strumieniem, a gdy natknie się na kamyk w postaci jakiejś informacji, pokazujesz ją. W efekcie czytelnik skleca sobie poszczególne fakty w całość. Znajduje się tu jednak pewien kruczek - orientujemy się, o co naprawdę chodziło, dopiero wtedy, gdy otwarcie nam to wyjaśnisz. Nie jest to efektem złego przedstawienia danej kwestii, a wręcz przeciwnie - wspaniałego pokierowania. Wszystko jest skomplikowane. Tobie może się takie nie wydawać, ponieważ ciąg wydarzeń znasz, lecz dla postronnej osoby opowiadanie jest labiryntem pełnym ślepych zaułków. Raz coś podpowiesz, raz prawie wyjaśnisz, osoba czytająca już myśli, że odkryła sekret, a tu nagle BACH!, pozory mylą - chodziło o coś zupełnie innego, co przeoczyliśmy. Wodzisz nas za nos, błądzimy. Podoba mi się to. Dzięki takiemu zabiegowi opowiadanie cały czas zaskakuje, napięcie miejscami jest nie do zniesienia. Siedzę przed ekranem laptopa i gryzę paznokcie z zafascynowania. Sam pomysł jest iście intrygujący. Chciałabym poznać więcej informacji i szczegółów, ale niestety rozdziały dodajesz rzadko. Naprawdę szkoda, bo z pewnością zostałabym stałą czytelniczką. Do wszystkiego brakuje jeszcze tylko względnej systematyczności albo chociaż większej częstotliwości dodawania kolejnych odcinków.
     Piszesz bardzo płynnie, masz lekkie pióro. Wiesz, co chcesz przekazać i robisz to jasno. Tekst jest łatwy do zrozumienia, a ponadto wszystko można dokładnie sobie wyobrazić, jakby miało się wydarzenia przed oczami. nie rozdrabniasz się, nie przeciągasz, nie nudzisz. Jednakże nie zabijasz szczegółowością, co jest zdecydowanie na plus, ponieważ nie zmuszasz czytelnika do patrzenia na stworzony przez Ciebie świat dokładnie tak jak patrzysz na niego Ty. Jakby to lepiej wytłumaczyć... opisy nie przypominają tych z "Nad Niemnem". I całe szczęście, chwała Ci za to. Potrafisz stworzyć niesamowity klimat. Jak już pisałam wielokrotnie - utrzymujesz napięcie, budzisz głęboki niepokój, wahanie. Czytelnik wręcz żyje treścią. Och, po prostu kocham Łzy Niewiernego! Co tu więcej rzec... Masz naprawdę świetny styl. Jedyne, co można by tu jeszcze doszlifować, to słownictwo. Nadmiar zaimków, czasami powtórzenia. Przydałoby się też czasami bardziej złożone zdanie (oczywiście w granicach zrozumiałości).
     Z początku byłam sceptyczna, co do tego połączenia techniki z magią i bronią białą, ale... Podoba mi się. Jak pisałam, powoli zaczynam się przełamywać, a Twoje opowiadanie dało doskonały przykład, że tego typu tematyka może naprawdę zaciekawić. Tak bardzo chciałabym, żebyś je kontynuowała... Jeśli chodzi o technikę, widać cień pewnej znajomości broni, ale to wciąż za mało. Lubię, kiedy autor "popisuje się" ciekawostkami - szczególnie specjalistycznym słownictwem, choć nie mówimy rzecz jasna o pojęciach kompletnie niezrozumiałych dla większości ludzi. Mówimy o takich, które zrozumie każdy, a jednak ubarwią opisy. Jak reling na statku, jak strzemię w siodle.
     Reszta została umieszczona w omówieniu rozdziałów - pewne sugestie, rady, uwagi.
     17/20

     Spisanie zeznań

     Największy z kąsających Cię problemów - ekstremalny nadmiar zaimków. Chociażby: "Ktoś popchnął i opadła na kolana. Już chciała się podnieść, ale kolejne pchnięcie w plecy sprawiło, że upadła na twarz. Fala gorąca zalała jej ciało, gdy rozpaczliwie próbowała złapać oddech. Do jej oczu spływał pot wymieszany z krwią, sprawiając, że nie widziała prawie niczego. Zawroty głowy nasiliły się, kiedy ktoś szarpnął za brzeg jej wybrudzonego ubrania, podnosząc na nogi". Oraz notoryczne używanie słowa "swoje" przy opisywaniu rzeczy oczywistych (czyli coś, czego nauczyła mnie Nearyh). Nadmiar "był" oraz "miał" i ich odmian. Gubienie podmiotu - opisujesz kogoś, po czym rozpoczynasz kwestię np. jego ubioru, by na samym końcu znowu użyć zaimka odnoszącego się do postaci. W efekcie nie wiadomo już, o co konkretnie chodzi. Bardzo często występuje również u Ciebie "się", które z łatwością mogłaś zamienić czymś innym. Tak jak tutaj: "wydawało się jej, że faktycznie topiła się w tej ciemnej toni, nie mogąc oddychać." (rozdział IV) - wystarczyło "topiła się" zamienić na tonęła. Ale to raczej efekty szybkiego pisania. Sprawdzasz swoje teksty? Ja, na przykład, nie znoszę tego potwornie, więc rozdziały oddaję w łapki Nearyh. Wiem, jak może to być uciążliwe. O wiele przyjemniej jest pisać, niż sprawdzać to, co już się napisało. Dlatego sugeruję betę - zapraszam tu: Betowanie.
     Bardzo dobrze radzisz sobie z wtrąceniami, znasz poprawny zapis interpunkcyjny wypowiedzi, konstrukcje zdań są w porządku. O błędach ortograficznych nie wspominam, nie ma ich wcale. Czasem brakuje Ci przecinków przed "jak" (kiedy wyrażenie nie jest porównaniem) albo przed "co", ale to raczej wpadki.
     7/10

     Przeszukanie kieszeni

     Strona główna (opatrzona ciekawą nazwą) była konieczna, jako że nie posiadasz nagłówka, który mógłby nas do niej "teleportować". "O opowiadaniu" - krótki, zachęcający do lektury opis treści, który śmiało można by przenieść na tylną część okładki. Ale czy takowa kiedyś będzie? Mam cichą nadzieję, że jednak tak. Brakuje mi tu tylko kilku słów ogólnych, abstrahując od fabuły. "Rekruci" - w gruncie rzeczy jestem przeciwna zakładce o bohaterach, ale taką formę, jak najbardziej pochwalam - wyłącznie krótkie informacje o tym, kim jest dana postać (gdyby ktoś zgubił się podczas lektury w imionach). Rozpisałaś również kolejne stopnie w Akademii, za to plus. Zapiski - spis treści. W drodze - linki. Tutaj, jak już pisałam przy Ubiorze więźnia, proponowałabym wrzucić wszystkie linki do ocenialni. Po co mają zaśmiecać Ci bloga? To przecież tylko formalność. Śmietnik - spamownik. Zapytaj - to taki dodatek, w ramach tego, że nie masz zakładki O autorze. Wszystko uporządkowane, posegregowane, przejrzyste i z nie mniej estetyczne od postów fabularnych. Hm, zazwyczaj bardzo czepiam się tego autora, jednak w ramce "O mnie" w prawej kolumnie bloga zamieściłaś wystarczającą ilość informacji, by mieć jako-takie pojęcie, kto jest twórcą opowiadania. Do tego zakładka "Zapytaj". Myślę, że przymknę nieco oko.
     9/10

     Indywidualizm

     Nie mam nic do zarzucenia. Fabuła, świat, bohaterowie - to wszystko jest Twoje i tylko Twoje. Co do oryginalności - od dawna nie miałam styczności z tak fascynującym opowiadaniem. Prawdopodobnie mój zachwyt został po części spowodowany tym, iż byłam spragniona czegoś nowego. Ty mi tego "nowego" dostarczyłaś, jak i wielu innych wrażeń.
     7/7

     Alibi

     Punkty dodatkowe za budowę świata, kreacje bohaterów oraz wzbudzanie silnych emocji podczas lektury.
     4/5

     Łącznie punktów: 61,5
     Wyrok: Zwolnienie warunkowe
     Szkolna ocena: 5
     Od Idariale: Bardzo się zawiodłam, gdy zobaczyłam wynik. Miałam nadzieję, że wyjdzie szóstka, podczas gdy ta jest dopiero od 64 punktów... Prosiłabym Cię również, abyś w miarę możliwości skontaktowała się ze mną przez gg (podane w Księdze Kontaktów w menu). Mam dla Ciebie pewną propozycję.

     Przetarła zmęczone oczy i rozprostowała plecy. Słysząc ciche strzyknięcie kości, rozluźniła się i ziewnęła. Koniec pracy na dziś. Teraz czas tylko na gorącą czekoladę i narzeczonego u boku. Tak, tego jej brakowało...

8 komentarzy:

  1. Nie ;). Zespół pod tą nazwą nie znajduje się w kręgu moich zainteresowań. Opowiadanie od początku do końca autorskie i wymyślone. Są to trzy równoległe historie, każdy rozdział ma odpowiednią etykietkę.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W porządku. Dziękuję za odpowiedź c:

      Usuń
  2. Hej! Pytanie do Wadery mam - czy mogę zmienić szablon? Jestem pierwsza w kolejce i z tego, co pamiętam, zaczęłaś już czytać moje wypociny, więc pytam się, żeby nie oberwać odmową po głowie ;P Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Priwiet!
    Ja z małym pytaniem do Idariale. Piszę tu, albowiem GG u mienia niet, a z doświadczenia wiem, że na bloga się wchodzi częściej niż na mejla. c;
    Zgłaszać się na razie nie zamierzam (później - a i owszem!), bo rozdziałów na blogasku mam trochę zbyt mało, ale już sobie powoli upatruję oceniające. Dlatego pytam na zaś, czy Idariale byłaby chętna ocenić opko o tematyce historyczno-wojennej? Chodzi mi konkretnie o II wojnę światową, miejsce: ZSRR. Bo na ten temat na Twojej podstronie nie widziałam ni słóweczka, a szukałam dla stuprocentowej pewności kilka razy. c; Jeśli coś przeoczyłam - wybacz! A patrząc na podstrony i preferencje różnych oceniających, mało kto ocenia blogi o takiej tematyce, większość wręcz zastrzega, że wojennych/historycznych nie lubi, więc wolę wcześniej spytać, żeby później nie doświadczyć jakiegoś rozczarowania/czegoś podobnego. :) No a cóż, wojną i historią trzeba się chociaż troszeczkę, troszeńkę interesować, inaczej można umrzeć z nudów przy lekturze opka o IIWŚ, szczególnie jeśli akcja ma miejsce przede wszystkim na froncie.
    UF. Mam nadzieję, że coś jednak z tego mojego bełkotu zrozumiałaś, kłaniam się nisko!

    pieriestrojka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, szczerze mówiąc temat wojen nowożytnych trochę mnie nudzi :c Zatrzymałam się na wojnie kolonialnej (a i to tylko dlatego, że gram w Asasyna) i dalej ni w ząb... Nie chciałabym po prostu źle ocenić Twojego opowiadania.
      Wiąże się to również z moim iście nienawistnym nastawieniem do naszych sąsiadów. Rosji, Niemiec, nawet Ukraina trochę mnie drażni. Może niepotrzebnie się uprzedzam, no ale...
      Także, cóż, no przykro mi, ale jedyną wojenną książką, przez którą jako-tako przebrnęłam, była "Kamienie na Szaniec". I też tylko dlatego, że raz w życiu odwiedziłam groby Czarnego Jasia i Aleka na Powązkach.
      Wiąże się to również z kolejną niechęcią - broń palna. A fe! Jakoś nie mam do niej zaufania. Coś, co potrafi zabić jedną, maleńką kulką, wydaje mi się aż nienaturalne.
      Staroświecka jestem XD' Czy może raczej... średniowieczna.

      Ale jeśli mimo to chcesz oceny ode mnie, postaram się podejść do oceny najobiektywniej, jak potrafię.

      Ps. Przepraszam za wszelkie błędy w mojej wypowiedzi, ale jest późno i oczy mi wypływają po obejrzeniu trzeciego sezonu GoT @_@'

      Usuń
    2. Właśnie na Twojej opinii zależałoby mi bardzo, ale chyba Cię nie będę męczyć, bo z doświadczenia wiem, że można się okropnie wynudzić przy czytaniu blogaska o epoce, której się nie lubi. ;) Ja mam właśnie na odwrót, bo podobają mi się jedynie opowiadania/powieści od XVIII wieku wzwyż, wcześniejsze czasy mnie nudzą. Zaś do Niemiec/Rosji/Ukrainy pałam niewypowiedzianą sympatią i nie rozumiem uprzedzeń co do tych państw. ;)
      Dziękuję bardzo uprzejmie za odpowiedź i dorzucę jeszcze jedno pytanie: a może jakaś inna oceniająca byłaby w stanie takie opko ocenić? Żebym miała jeszcze czas na zrobienie wywiadu środowiskowego. XD
      Kłaniam się,

      p.

      Usuń
    3. Och, tak, z pewnością będę umierała w męczarniach |D' Ale tak na poważnie, nie sądzę, żebym nie wiadomo jak się musiała wysilać. Przeczytałam fragment drugiego rozdziału i nie jest źle! Sukces, jak na moje wymagania. Najbardziej nie cierpiałam "Syzyfowych prac", o Jezu...
      Jeśli żadna inna oceniająca nie przebije mnie zapałem, to mogę ocenę napisać c: Swoją drogą, na Twojego bloga wpadłam jakiś czas temu i wylądował na mojej liście "do przejrzenia", która jest dłuuuga. Tak czy siak, nadal tam jest. Ja z kolei uważam się za ciekawskie stworzenie, no i... warto by się przekonać do innych kategorii niż tylko fantasy i psychologiczne, względnie obyczajówka/romans.

      Usuń
    4. No wiesz, nie chcę Cię mieć na sumieniu czy coś podobnego. :< "Syzyfowych prac" nawet nie wypożyczyłam i korzystałam na lekcji z książki koleżanki z ławki, więc nie bardzo mogę polemizować, haha. Od paru lat nie czytam przerabianych na polskim lektur, wybiegam tylko wprzód, więc zamiast "Krzyżaków" w I klasie gimnazjum czytałam sobie do podusi "Lalkę" i mi jakoś przyjemniej było. :3
      Eeee, to się zgłoszę, wtedy będziesz musiała przeczytać, nie ma przebacz XD. Poszerzyć horyzonty zawsze warto, a nuż coś nowego Ci się spodoba, czegoś się dowiesz, nauczysz itepe. c;

      Usuń

Zgłoszenia należy umieszczać w przeznaczonej do tego zakładce, nie pod postami!

Statystyka